Tyrion, “Gra o tron”

Schronili się pod osikowym zagajnikiem, tuż przy głównym trakcie. Tyrion zbierał drewno na opał, podczas gdy konie poiły się wodą z górskiego strumienia. Pochylił się by podnieść ułamaną gałąź i przyjrzał się jej krytycznym wzrokiem. 

  • Czy to się nada? Nie jestem biegły w sztuce rozpalania ognia. Morrec robił to za mnie. 
  • Ognia? – Bronn splunął. – Tak ci spieszno do grobu, karle? Czy może całkiem postradałeś zmysły? Ogień sprowadzi na nas bandyckie klany z odległości mil. A ja zamierzam przetrwać tę wyprawę, Lannister. 
  • I jak właściwie masz zamiar to osiągnąć? – zapytał Tyrion. 

Włożył gałąź pod ramię i zaczął grzebać wśród skąpego podszycia w poszukiwaniu kolejnych. Plecy bolały go od ciągłego schylania. Byli w siodle od brzasku, kiedy to Sir Lyn Corbray z kamienną twarzą wyprowadził ich przez Krwawą Bramę i nakazał nigdy nie wracać. 

  • Nie mamy szans wywalczyć sobie drogi ucieczki – rzekł Bronn. – ale dwóch może przemierzyć większy obszar niż dziesięciu, jednocześnie zwracając na siebie mniej uwagi. Im mniej dni spędzimy w tych górach tym bardziej prawdopodobne, że dotrzemy na tereny Nurtu Rzeki. Według mnie, powinniśmy jechać szybko i nie odwracać się za siebie. Podróżujmy nocą i ukrywajmy się za dnia, unikajmy dróg wszędzie, gdzie się da, nie hałasujmy i nie odpalajmy żadnego ogniska. 

Tyrion Lannister westchnął. 

  • Wspaniały plan, Bronn. Wypróbuj go, jeśli chcesz… i wybacz, jeśli nie zaczekam, żeby cię pochować. 
  • Myślisz, że mnie przeżyjesz, karle? – najemnik wyszczerzył zęby. W miejscu, gdzie krawędź tarczy Sir Vardisa Egena ukruszyła mu ząb, widniała teraz czarna szpara. Tyrion wzruszył ramionami. 
  • Nocna jazda w pośpiechu i bez opamiętania jest pewnym sposobem na spadek w przepaść i pogruchotanie sobie czaski. Ja wolę przemierzyć tę trasę powoli i spokojnie. Wiem, że uwielbiasz woń wierzchowcaBronn, ale jeśli nasze konie zdechną pod nami i tym razem, będziemy musieli osiodłać cieniste pantery… i prawdę mówiąc myślę, że klany znajdą nas bez względu na to co zrobimy. Ich wzrok dosięga wszystkiego co nas otacza. 

Dłonią w rękawiczce strzepał pył z otaczającej ich wysokiej, wydrążonej wiatrem grani. Bronn skrzywił się. 

  • W takim razie jesteśmy parą umarlaków, Lannister. 
  • Skoro tak, tym bardziej wolę umrzeć w wygodzie. – odparł Tyrion. – Potrzebujemy ognia. Tutejsze noce są zimne, a ciepła strawa ogrzeje nasze żołądki i podniesie nas na duchu. Myślisz, że znajdzie się tu dla nas jakaś dziczyzna? Lady Lysa łaskawie zapewniła nam prawdziwą ucztę z solonej wołowiny, twardego sera i czerstwego chleba, ja jednak wolałbym nie złamać zęba tak daleko od najbliższego maestra. 
  • Mogę znaleźć mięso. – spod burzy czarnych włosów ciemne oczy Bronna lustrowały go podejrzliwie. – Powinienem zostawić cię tutaj razem z twoim głupim ogniem. Gdybym zabrał twojego konia, miałbym podwójne szanse na przeżycie. Co byś wtedy zrobił, karle? 
  • Umarłbym, prawdopodobnie. – zatrzymał się by podnieść kolejny patyk. 
  • Myślisz, że nie mógłbym tego zrobić? 
  • Zrobiłbyś to w mgnieniu oka, jeśli od tego zależałoby twoje życie. Nie wahałeś się ani chwili dobijając swojego przyjaciela, Chiggena, gdy oberwał strzałą w brzuch. 

Wtedy Bronn szarpnął mężczyznę za włosy, odchylając jego głowę i wbił mu sztylet, tuż pod uchem. Catelyn Stark powiedział, że drugi najemnik zmarł od ran. 

  • On był już praktycznie martwy – powiedział Bronn. – a jego jęczenie sprowadziłoby ich na nas. Chiggen zrobiłby dla mnie to samo… i nie byliśmy przyjaciółmi. Tylko razem podróżowaliśmy. Niech to będzie jasne, karle. Walczyłem za ciebie, co nie oznacza, że cię kocham. 
  • Potrzebowałem twojego ostrza – oparł Tyrion. – nie twojej miłości. 

Rzucił na ziemię uzbieraną kupę chrustu. Bronn uśmiechnął się szeroko. 

  • Przyznaję, zuchwałością nie ustępujesz żadnemu z moich kolegów po fachu. Skąd wiedziałeś, że stanę po twojej stronie? 
  • Wiedziałem? – Tyrion przykucnął niezręcznie na zdeformowanych nogach by rozpalić ogień. – To był rzut kością. Gdy byliśmy jeszcze z gospodzie, Ty i Chiggen pomogliście mnie pojmać. Dlaczego? Inni zrobili to z poczucia obowiązku, przez wzgląd na honor lordów, którym służą, ale nie wy dwaj. Nie służyliście żadnemu z lordów, nie macie poczucia obowiązku ani tego ich cennego honoru, więc po co zadawać sobie trud i dołączać do wyprawy? – wyjął nóż i ostrugał z cienkich gałązek jeden z patyków, które zebrał na podpałkę. – Cóż, dlaczego najemnicy robią cokolwiek? Dla złota. Myślałeś, że Lady Catelyn nagrodzi cię za twą pomoc, być może nawet pozwoli ci sobie służyć. Trzymaj, to powinno się sprawdzić, mam nadzieję. Masz krzemień? 

Bronn wsunął dwa palce do sakwy przytroczonej do pasa i rzucił mu krzemieńTyrion złapał go nim zdążył uderzyć o ziemię. 

  • Moje podziękowania. – rzekł. – Rzecz w tym, że nie znałeś Starków. Lord Eddard jest dumnym, honorowym i uczciwym człowiekiem, a jego pani żona jest gorsza. Bez wątpienia znalazłaby dla ciebie monetę czy dwie, gdy byłoby już po wszystkim, i wcisnęłaby ci ją wraz z uprzejmym pożegnaniem i niesmakiem w oczach, ale to wszystko na co mogłeś liczyć. Starkowie szukają odwagi i lojalności i honoru w ludziach, których wybierają na służbę, a prawdę mówiąc, Ty i Chiggen byliście podłymi szumowinami. 

Tyrion spróbował wykrzesać ogień z pomocą krzemienia i noża. Bezskutecznie. Bronn parsknął. 

  • Masz niewyparzony język, mały człowieczku. Kiedyś ktoś ci go wytnie i każe zjeść. 
  • Wszyscy mi to mówią. – Tyrion spojrzał w górę na najemnika. – Czy cię uraziłem? Proszę o wybaczenie… ale jesteś szumowiną, Bronn, nie oszukuj się. Obowiązek, honor, przyjaźń, co to dla ciebie? Nie, nie kłopocz się, obaj znamy prawdę. Jednak, nie jesteś głupi. Kiedy dotarliśmy do Doliny, Lady Stark już cię nie potrzebowała… ale ja tak, a jedyna rzecz, której Lannisterom nigdy nie brakło to złoto. Kiedy nadszedł moment by rzucić kością, liczyłem na to, że jesteś na tyle mądry, by wiedzieć co jest w twoim najlepszym interesie. Szczęśliwie dla mnie, wiedziałeś. 

Ponownie trzasnął stalą o kamień, bezowocnie. 

  • Dawaj. – powiedział Bronn kucając. – Ja to zrobię. 

Wziął nóż i krzemień od Tyriona i wykrzesał iskry za pierwszym podejściem. Fragment kory zaczął się tlić. 

  • Świetna robota. – rzekł Tyrion. – Może i jesteś szumowiną, ale niezaprzeczalnie przydatną, a z mieczem z dłoni jesteś niemal tak dobry jak mój brat, Jaime. Powiedz mi czego chcesz, Bronn? Złota? Ziemi? Kobiet? Utrzymaj mnie przy życiu, a to właśnie dostaniesz. 

Bronn dmuchał delikatnie w ogień, a płomienie sięgały coraz wyżej. 

  • A jeśli umrzesz? 
  • Cóż, wtedy choć jedna osoba będzie mnie szczerze opłakiwać. – odparł Tyrion, szczerząc zęby. – Złoto kończy się tam, gdzie ja. 

Ogień płonął przyjemnieBronn wstał, wcisnął krzemień na powrót do kieszeni i rzucił Tyrionowi jego nóż. 

  • W porządku. – powiedział. – W takim razie mój miecz należy do ciebie ale nie oczekuj, że będę klękał i tytułował cię za każdym razem, kiedy pójdziesz się wysrać. Nie jestem niczyim fagasem. 
  • Ani niczyim przyjacielem. – rzekł Tyrion. – Nie mam złudzeń, że zdradziłbyś mnie tak szybko jak Lady Stark, jeśli dostrzegłbyś w tym zysk. Jeśli nadejdzie kiedyś dzień, gdy najdzie cię pokusa by mnie wydać, zapamiętaj to, Bronn – wyrównam ich cenę. Jakakolwiek by nie była. Lubię żyć. A teraz, myślisz, że mógłbyś coś zaradzić i znaleźć nam jakąś kolację? 
  • Oporządź konie. – rzucił Bronn, obnażając długi sztylet, który nosił przy biodrze. Następnie wstąpił między drzewa. 

Godzinę później konie były wyczyszczone i nakarmione, ogień trzaskał wesoło, a zadek młodej kozy obracał się ponad płomieniamitryskając tłuszczem i sycząc. 

  • Jedyne, czego nam teraz brakuje to jakieś dobre wino by zapić to koźlę. 
  • Tego, kobiety, i kolejnego tuzina mieczy. – odparł Bronn.  

Siedział ze skrzyżowanymi nogami obok ogniska, ostrząc krawędź swego długiego miecza osełką. Ten zgrzytliwy dźwięk szlifowanej stali miał w sobie coś dziwnie uspokajającego.  

  • Niedługo będzie już całkiem ciemno. – zauważył najemnik. – Wezmę pierwszą wartę… jakkolwiek miałoby to nam pomóc. Może oszczędzimy sobie bólu pozwalając im zabić nas we śnie. 
  • Och, podejrzewam, że będą tu na długo zanim pójdziemy spać. – zapach opiekanego mięsa sprawił, że ślina napłynęła mu do ust. Bronn spojrzał na niego poprzez ogień. 
  • Masz plan. – stwierdził najemnik w akompaniamencie zgrzytu stali o kamień. 
  • Nadzieję, można powiedzieć. – rzekł Tyrion. – Kolejny rzut kością. 
  • Z naszym życiem na szali? 

Tyrion wzruszył ramionami. 

  • A mamy jakiś wybór? 

Pochylił się nad ogniem i uciął cienki kawałek mięsa z rusztu. 

  • Achhh. – westchnął z zadowolenia przeżuwając. Tłuszcz spływał mu po brodzie. – Nieco za twarde jak na mój gust, i przydałoby się nieco przypraw, ale nie będę narzekał zbyt głośno. Gdybym wciąż był w Gnieździe, tańczyłbym nad przepaścią w nadziei na gotowaną fasolę. 
  • A mimo to dałeś dozorcy sakwę ze złotem. – rzekł Bronn. 
  • Lannister zawsze spłaca swoje długi. 

Nawet Mord niemal w to nie wierzył, gdy Tyrion rzucił mu skórzaną sakiewkę. Oczy dozorcy urosły do rozmiaru gotowanych jaj, gdy gwałtownie otworzył troczek i dostrzegł błysk złota. 

  • Srebro zatrzymałem. – powiedział mu Tyrion z szelmowskim uśmiechem na twarzy. – jednak obiecano ci złoto, więc oto ono. 

Było tego więcej niż człowiek pokroju Morda mógł mieć nadzieję zarobić przez całe życie dręczenia więźniów. 

  • I pamiętaj co ci mówiłem, to tylko przedsmak. Jeśli kiedykolwiek znudzi ci się posługa u Lady Arryn, przybądź do Skały Casterlych, a ja zapłacę ci resztę tego co jestem ci winien. 

Z wysypującymi się z obu rąk złotymi smokami Mord upadł na kolana i przyrzekł, że to właśnie uczyni. 

Bronn wyszarpnął sztylet i zdjął mięso z ognia. Zaczął odkrajać grube kawałki zwęglonego mięsa od kości, a Tyrion wydrążył dwie pięty czerstwego chleba by posłużyły jako misy 

  • Jeśli faktycznie dotrzemy do rzeki, co wtedy zrobisz? – zapytał najemnik tnąc dalej. 
  • Och, na początek dziwka, pierzaste łoże i dzban wina. – Tyrion podniósł swoją misę, a Bronn wypełnił ją mięsem. – A później do Skały Casterlych lub Królewskiej Enklawy, tak myślę. Mam pewne pytania, które wymagają odpowiedzi. Odnośnie pewnego sztyletu. 

Najemnik żuł i połykał. 

  • Czyli mówiłeś prawdę? To nie był twój nóż? 
  • Czy ja ci wyglądam na kłamcę? – Tyrion uśmiechnął się blado. 

Do czasu, gdy ich brzuchy się napełniły, gwiazdy były już na niebie, a półksiężyc wschodził nad górami. Tyrion rozłożył swój płaszcz ze skóry cienistej pantery na ziemi i rozciągnął się, kładąc głowę na zastępującym mu poduszkę siodle. 

  • Naszym przyjaciołom zdecydowanie się nie spieszy. 
  • Gdybym był nimi, obawiałbym się pułapki. – powiedział Bronn. – Czemu mielibyśmy tu tkwić odkryci, jeśli nie po to, żeby ich zwabić? 

Tyrion zachichotał. 

  • W takim razie powinniśmy zaśpiewać to zwieją w popłochu. – zaczął gwizdać melodyjnie. 
  • Jesteś szalony, karle. – rzekł Bronn czyszcząc sztyletem tłuszcz spod paznokci. 
  • Gdzie twoja miłość do muzyki, Bronn? 
  • Jeśli chciałeś muzyki, powinieneś załatwić śpiewaka by za ciebie walczył. 
  • To byłoby zabawne. – Tyrion uśmiechnął się szeroko. – Już widzę jak paruje ciosy Sir Wardisa drewnianą harfą. – na powrót zaczął gwizdać. – Znasz tę piosenkę? – zapytał. 
  • Słyszy się ją tam i ówdzie, w gospodach i burdelach. 
  • Myrish. “Pory mej miłości”. Słodka i smutna, jeśli rozumiesz jej słowa. Pierwsze dziewczyna, z którą spałem, zwykła ją śpiewać i nigdy nie potrafiłem pozbyć się jej z mojej głowy. 

Tyrion spojrzał w niebo. Noc była przejrzysta i zimna, a gwiazdy oświetlały góry blaskiem jasnym i bezlitosnym jak prawda. 

  • Spotkałem ją takiej nocy jak ta. – usłyszał sam siebie Tyrion. – Jaime i ja wracaliśmy z Lannisportu, gdy usłyszeliśmy wrzask i na drogę wbiegła ona, a za nią dwóch mężczyzn, którzy gonili ją wykrzykując groźby. Mój brat dobył miecza i puścił się za nimi, podczas gdy ja zsiadłem z konia by chronić dziewczynę. Była ledwie rok starsza ode mnie, czarnowłosa, smukła, z twarzą, która złamałaby ci serce. Z pewnością złamała moje. Nisko urodzona, na wpół zagłodzona, nieumyta… jednak czarująca. Podarli szmaty, które nosiła na sobie, odsłaniając jej pół pleców, więc owinąłem ją swoim płaszczem, gdy Jaime pędził za mężczyznami do lasu. Do czasu, gdy przykłusował z powrotem, wydobyłem z niej imię i historię. Była córką zagrodnika, osieroconą po tym jak jej ojciec zmarł od gorączki, w drodze do… cóż, właściwie donikąd. 
  • Jaime był wściekle zmotywowany by wytropić tych mężczyzn. Nieczęsto zdarzało się, że bandyci odważali się napadać na wędrowców tak blisko Skały Casterlych i odebrał to jako zniewagę. Dziewczyna zaś była zbyt przerażona, by odesłać ją samą, więc zaproponowałem, że wezmę ją do najbliższej gospody i nakarmię, kiedy mój brat pojedzie do Skały po pomoc. 
  • Była głodniejsza niż mogłem przypuszczać. Zjedliśmy dwa całe kurczaki i kawałek trzeciego i wypiliśmy dzban wina rozmawiając. Miałem tylko trzynaście lat i obawiam się, że wino uderzyło mi do głowy. Zanim się zorientowałem wylądowaliśmy w łóżku. Jeśli ona była nieśmiała, ja jeszcze bardziej. Nigdy się nie dowiem, gdzie znalazłem odwagę. Kiedy pozbawiłem ją dziewictwa, zaszlochała, lecz później pocałowała mnie i zaśpiewała swoją małą piosnkę. Nim nastał ranek, byłem zakochany. 
  • Ty? – w głosie Bronna brzmiało rozbawienie. 
  • Niedorzeczne, prawda? – Tyrion znów zaczął nucić piosenkę. – Poślubiłem ją. – przyznał w końcu. 
  • Lannister ze Skały Casterlych poślubił córkę zagrodnika. – rzekł Bronn. – Jak ci się to udało? 
  • Och, byłbyś zdumiony co może osiągnąć chłopak z pomocą kilku kłamstw, pięćdziesięciu srebrników i pijanego septona. Nie ośmieliłem się jednak zabrać panny młodej do domu na Skale Casterlych, więc zorganizowałem jej własną chatkę i przez dwa tygodnie bawiliśmy się w męża i żonę. Później septon wytrzeźwiał i wyznał wszystko memu panu ojcu. – Tyrion był zdumiony tym jak zdewastowany się czuł mówiąc to, nawet po tych wszystkich latach. Być może był po prostu wyczerpany. – To był koniec mojego małżeństwa. – podniósł się nieco i gapił się na dogasający ogień, mrużąc oczy od światła. 
  • Odesłał dziewczynę? 
  • Zrobił coś znacznie więcej. – rzekł Tyrion. – Najpierw kazał mojemu bratu wyznać mi prawdę. Widzisz, ta dziewczyna była dziwką. Jaime zaaranżował to całe wydarzenie, drogę, bandytów, wszystko. Myślał, że to już czas bym posiadł kobietę. Zapłacił podwójnie za dziewicę, wiedząc, że to będzie mój pierwszy raz. 
  • Po tym jak Jaime się przyznał, by dać mi lekcję, Lord Tywin zabrał moją żonę i oddał ją strażnikom. Zapłacili jej sprawiedliwie. Srebrnik za każdego mężczyznę, jak wiele kurew cieszy się tak wysoką ceną? Mnie posadził w rogu w koszarach i kazał patrzeć. Pod koniec miała już tyle srebrników, że monety wysypywały się z jej z dłoni i toczyły po podłodze, ona… 

Dym szczypał go w oczy. Odchrząknął, odwrócił się od ognia i zaczął wpatrywać w ciemność. 

  • Lord Tywin zmusił mnie bym wziął ją jako ostatni. – powiedział cicho. – Dał mi złotą monetę na zapłatę, ponieważ jako Lannister jestem wart więcej. 

Po jakimś czasie znów usłyszał zgrzytliwy odgłos pocierania kamieniem o stal, gdy Bronn wrócił do ostrzenia miecza. 

  • Trzynaście, trzydzieści czy trzy, zabiłbym człowieka, który zrobił mi coś takiego. 

Tyrion odwrócił się by na niego spojrzeć. 

  • Być może kiedyś będziesz miał okazję. Pamiętaj co ci powiedziałem. Lannister zawsze spłaca swoje długi. – ziewnął. – Myślę, że spróbuję teraz zasnąć. Obudź mnie, jeśli będziemy mieli umrzeć. 

Owinął się skórą cienistej pantery i zamknął oczy. Ziemia była kamienista i zimna, ale po czasie Tyrion Lannister zasnął. Śnił o podniebnej celi. Tym razem nie był jednak więźniem, a wielkim dozorcą, z batem w dłoni, bijącym swego ojca, zaganiającym go w tył, prosto w przepaść… 

  • Tyrion. – ostrzeżenie Bronna było ciche i naglące. 

Tyrion przebudził się w mgnieniu oka. Ogień wypalił żarzące się węgle, a cienie skradały się wokół nich. Bronn podniósł się na kolano, w jednej ręce trzymając miecz, w drugiej sztylet. Tyrion uniósł dłoń w geście mówiącym stój spokojnie. 

  • Chodźcie, ogrzejcie się przy naszym ognisku w tę zimną noc. – zawołał do kryjących się w cieniu postaci. – Obawiam się, że nie mamy wina, którym moglibyśmy was uraczyć, ale możecie poczęstować się naszą kozą. 

Cienie znieruchomiały. Tyrion dostrzegł błysk księżycowego światła odbijającego się od metalu. 

  • Nasza góra. – zawołał głos spomiędzy drzew, głęboki, twardy i nieprzyjazny. – Nasza koza. 
  • Wasza koza. – zgodził się Tyrion. – Kim jesteście? 
  • Kiedy spotkasz swoich bogów. – odpowiedział inny głos. – powiedz im, że przysyła cię Gunthor, syn Gurna, z Kamiennych Wron. Gałąź trzasnęła pod jego nogą, gdy wkroczył do światła. Był to chudy mężczyzna w rogatym hełmie, uzbrojony w długi nóż. 
  • I Shagga, syn Dolfa. – odezwał się pierwszy głos, głęboki i śmiercionośny. 

Głaz przesunął się na ich lewą, następnie urósł i zamienił się w człowieka. Wydawał się ogromny, powolny i silny, cały ubrany w skóry, z pałką w prawej dłoni i toporem w lewej. Trzasnął nimi o siebie człapiąc w ich kierunku. 

Inne głosy wykrzykiwały inne imiona, Conn, Torrek i Jaggot, i jeszcze inne, które Tyrion zapomniał od razu po ich usłyszeniu. Było ich przynajmniej dziesięciu. Kilku miało miecze i noże, inni wymachiwali widłami, kosami i drewnianymi dzidami. Zaczekał aż skończą wykrzykiwać swe imiona, po czym odpowiedział: 

  • Jestem Tyrion, syn Tywina, z klanu Lannisterów, lwów ze Skały. Z ochotą zapłacimy wam za kozę, którą zjedliśmy. 
  • Co możesz nam zaoferowaćTyrionie, synu Tywina? – zapytał ten, który nazywał się Gunthor i wyglądał na szefa klanu. 
  • W mojej sakwie jest srebro. – powiedział mu Tyrion. – Ta kolczuga, którą noszę, jest na mnie za duża, ale powinna dobrze pasować Connowi, a mój topór bojowy będzie znacznie lepiej leżał w potężnej dłoni Shagga, niż ten drewniany, który trzyma. 
  • Półczłowiek zapłaciłby naszą własną monetą. – powiedział Conn. 
  • Conn dobrze gada. – orzekł Gunthor. – Twoje srebro jest nasze. Twoje konie są nasze. Twoja kolczuga i topór bojowy też są nasze. Nie masz nam nic do zaoferowania poza swoim życiem. Jak chciałbyś umrzeć, Tyrionie, synu Tywina? 
  • W swoim własnym łóżku, z brzuchem pełnym wina i ustami dziewczęcia wokół mojego kutasa, w wieku lat osiemdziesięciu. – odparł. 

Olbrzym Shagga, zaśmiał się jako pierwszy i najgłośniej. Inni wydawali się mniej rozbawieni. 

  • Conn, weź ich konie. – rozkazał Gunthor. – Zabij drugiego i zwiąż półczłowieka. Może doić kozy i zabawiać matki. 

Bronn wystrzelił na równe nogi. 

  • Kto ginie pierwszy? 
  • Nie! – powiedział Tyrion ostro. – Gunthorze, synu Gurna, wysłuchaj mnie. Mój ród jest bogaty i wpływowy. Jeśli Kamienne Wrony przeprowadzą nas bezpiecznie przez te góry, mój pan ojciec obsypie was złotem. 
  • Złoto nizinnego lorda jest równie bezwartościowe jak obietnice półczłowieka. – rzekł Gunthor. 
  • Może i jestem pół człowiekiem. – przyznał Tyrion. – ale mimo to mam odwagę stawić czoła moim wrogom. Co robią Kamienne Wrony, poza chowaniem się za skałami i drżeniem ze strachu, gdy rycerze Doliny przejeżdżają obok? 

Shagga ryknął ze wściekłości i zderzył pałkę z toporem. Jaggot wymierzył w twarz Tyriona hartowaną ogniem końcówkę długiej drewnianej włóczni. Z całych sił starał się nie mrugnąć. 

  • Czy to najlepsze bronie jakie możecie ukraść? – rzucił. – Do zabijania owiec może i wystarczają… jeśli owca się nie broni. Kowale mojego ojca srają lepszą stalą. 
  • Mały chłopco-mężczyzno. – ryknął Shagga. – będziesz drwił z mojego topora po tym jak urąbię ci męskość i nakarmię nią kozy? 

Lecz Gunthor podniósł rękę. 

  • Nie. Wysłucham jego słów. Matki są głodne, a stal napełnia więcej brzuchów niż złoto. Co byś nam dał za wasze życia, Tyrionie, synu Tywina? Miecze? Lance? Pancerz? 
  • To wszystko i więcej, Gunthorze, synu Gurna. – odpowiedział Tyrion Lannister, uśmiechając się. – Dam ci Dolinę Arrynów. 

Rozdział książki “Gra o tron”, z serii “Pieśń lodu i ognia”, George’a R.R. Martina
Grafika http://westeros.pl/

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Create a free website or blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: