Rollercoaster ending

Rok 2019 na zawsze zapamiętam jako apogeum hype’u związanego z mnogością wielkich produkcji. Marvel dał nam niezłą “Capitan Marvel”, świetne “Endgame”, a za trzy miesiące da nam także kończącego 11-letnią historię MCU “Spider-Mana: Far From Home”. DC (z tego co słyszałem, bo niestety jestem trochę w tyle z ich produkcjami) wydało solidne kino w postaci “Aquamana” i “Shazama”, natomiast końcówka 2019 roku ma nam także dostarczyć zakończenie trwającej 42 lata sagi Star Wars oraz rozpoczęcie nowej przygody, czyli ekranizację przygód Wiedźmina, realizowaną przez Netflix. Jednak najważniejszymi spośród tych wszystkich głośnych tytułów niezmiennie pozostają “Gra o tron” i wspomniane wyżej “Endgame”. Na temat super produkcji HBO nie będę się rozwijał, bo do zakończenia finalnego sezonu zostało jeszcze kilka godzin wstrzymywania oddechu, chciałbym natomiast powiedzieć parę słów o ostatniej, póki co, odsłonie Avengers. Spoilerów nie będzie, więc kto jeszcze nie widział spokojnie może czytać dalej.

Na początek małe porównanie z częścią poprzednią. “Infinity War” było widowiskiem z pompą, gdzie praktycznie w każdej scenie działo się coś istotnego. “Endgame” jest trochę bardziej stonowane, więcej jest tu miejsca na ukazanie głębokich uczuć postaci, cierpienia po stracie najbliższych czy też gryzącej sumienie świadomości porażki. Nie jest to jednak niczym złym, bo prawdę mówiąc i tak cały film ogląda się w ogromnych emocjach, a dodatkowo lepiej utożsamiamy się z postaciami i dostajemy materiał do przemyśleń. Jak na dłoni widać też, że twórcy kinowego uniwersum Marvela z filmu na film uczą się jak robić nie tylko dobre komiksowe widowisko, ale też dobre filmy ogółem (nie, nie mówię o tobie Czarna Pantero). W “Infinity War” dostaliśmy zakończenie, którego mało kto się spodziewał. “Endgame” z kolei poszło o krok dalej i takich zaskoczeń, zwrotów akcji, mamy tutaj naprawdę dużo i właśnie to buduje napięcie, tworzy niespotykaną wcześniej w tej gałęzi kina atmosferę.

Oczywiście to, że “Endgame” jest bardziej stonowane, nie oznacza braku widowiskowych scen walki. Tych w filmie jest wciąż sporo i jeśli miałbym je ocenić na podstawie wcześniejszych doświadczeń, to bez wahania stwierdzam, że to najlepsze co do tej pory dostaliśmy. Zwłaszcza jeden pojedynek zapadł mi w pamięć, nie tylko przez to jak był rozegrany, ale też przez jego symbolikę. Konkrety jednak pozostawię Waszym domysłom. CGI, oprawa graficzna i muzyczna są w tym filmie na absolutnie najwyższym poziomie. Wydaje mi się, że już to kiedyś mówiłem, ale sceny w kosmosie przypominają nowsze odsłony Star Wars, a przecież dla Gwiezdnych wojen jest to naturalne środowisko, tam właśnie poruszają się większość czasu. Skupienie na tym aspekcie potwierdza jedynie to, co już wiemy z oficjalnych źródeł. Marvel rozszerza świat super bohaterów o inne galaktyki, a przyszłość ich kinowego uniwersum w znacznej mierze opierać się będzie właśnie na kosmosie.

Jeśli miałbym wskazać coś, co mi się w tym filmie nie podobało, z pewnością byłoby to kilka zbędnych dialogów i detali dyktowanych amerykańską poprawnością polityczną lub innymi niezrozumiałymi dla mnie umotywowaniami. Zdaję sobie sprawę, że pewnych scen nie można było uniknąć, gdyż tak jak w przypadku “Gry o tron”, twórcy, mając świadomość nieuchronnie zbliżającego się końca, chcą zapewnić nam możliwość pożegnania się z niektórymi postaciami. Chcą dopiąć ich wątki, dać im powiedzieć kilka ostatnich, symbolicznych zdań, by uczynić koniec ich historii godnym i spełnionym. Nie mam z tym problemu, a nawet uważam to za potrzebne, mimo to były w tym filmie kwestie, które można było sobie podarować. Są też ludzie, którzy mają problemy z przydługimi scenami, w których podziwiamy jedynie pejzaże bądź obserwujemy wyrazy twarzy postaci. To kwestia gustu, dla mnie takie filmy jak “Blade Runner” czy “Nienawistna ósemka” to genialne kino i absolutnie nie mam z tym problemu. Uważam, że takie sceny tworzą najlepszy klimat. Tych jednak, którym takie kino nie przypada do gustu, uspokajam – “Endgame” nie ma takich scen dużo. Ci, którym to przeszkadzało, prawdopodobnie przyzwyczaili się do ciągłej akcji w komiksowych produkcjach i ten motyw, w takim filmie, zwyczajnie ich zaskoczył.

Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że “Avengers: Endgame” to idealne zakończenie trwającej 11 lat przygody. Jest tu wszystko, co stworzyło ten fenomen. Idealnie wpasowany, mimo okoliczności, humor. Świetne sceny walki, kilka naprawdę dobrych dialogów (Stark i Cap – bardzo dobrze rozegrana kwestia), ukazanie tak ważnych dla tych filmów więzi przyjaźni i braterstwa, świetny klimat stworzony przez muzykę i krajobrazy, a także typowy dla super bohaterów patos. To wszystko okraszone jest nietuzinkową fabułą, przy której twórcy naprawdę musieli się napracować. Odbiorcy często nie zdają sobie z tego sprawy, ale kiedy film czy serial ma tak duży rozgłos i taką rzeszę fanów na całym świecie, naprawdę ciężko jest wymyślić i zrealizować coś, co zaskoczy widzów i będzie ich cały czas trzymało w napięciu. W tym przypadku, można śmiało powiedzieć – mission accomplished.

9/10 ocena nie mogła być inna.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Create a free website or blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: