Matthew

Matthew wpadł do domu razem z drzwiami, które ledwie zdołał otworzyć. Przed upadkiem uratowała go tylko zahaczona o klamkę kurtka, przy czym rozdarła się żałośnie. Po odzyskaniu jako takiej równowagi, mężczyzna trzasnął niedbale drzwiami i ruszył w kierunku salonu. W tym stanie korytarz do niego prowadzący wydawał mu się o wiele za długi. Po co mi ten pas startowy w domu? Myślałem, że będę tu uprawiał jogging czy co? Na całe szczęście dotarł na miejsce. Nie zdejmując butów ani tego co zostało z jego kurtki rzucił się twarzą na kanapę i odetchnął na tyle głęboko na ile pozwalała mu głowa przyciśnięta do skórzanego obicia. Nareszcie w domu. Po co ja w ogóle chodzę na te zloty? Zadawał sobie to pytanie, ilekroć się tam pojawiał. Stara ekipa z serialu poukładała sobie życie. Jen ma męża, co prawda drugiego, ale dzieci wskazują na to, że tym razem będzie dobrze. Na pewno lepiej niż u mnie. Matt został prezenterem, a jego decyzje w karierze producenta okazują się przynosić spore profity. Matthew nie mógł tego znieść. Patrzenie na tych wszystkich wypchanych szczęściem ludzi przyprawiało go o mdłości. Zawsze jednak, gdy o tym myślał, czuł jeszcze większe obrzydzenie samym sobą. Przecież powinien chcieć dla nich jak najlepiej. To w zasadzie jedyni ludzie, których mógł poniekąd nazwać swoimi przyjaciółmi. 

Wrócił pamięcią do spotkania. Miało być skromnie, a jak zwykle przybył tłum ludzi. Od aktorów, przez producentów, reżyserów aż po członków ekipy technicznej. Nie było tylko Lisy, czego Matthew akurat żałował najbardziej. Tylko ona potrafiła go zrozumieć. Chyba. Tak mu się czasem wydawało. Może to dlatego, że jej życie też nie było do końca poukładane. Znów poczuł się źle. Ciekawe czemu jej nie było? Po co w ogóle o tym myślisz? Chcesz się tylko wyżalić i olać temat, jak zwykle. Może ona też ma problemy? Może powinieneś jej posłuchać? Jezu, nienawidzę tego moralnego samobiczowania po pijaku. Przypomniał sobie, że znów nie wytrwał dłużej z ludźmi bez alkoholu. Konkretnie jakieś pięć minut od wejścia na imprezę. Ale co innego miał robić? Rozmawiać? Przecież nie podejdzie tak po prostu do jakiejś grupki i nie zagada. Hej, jak życie? Co mnie to w sumie obchodzi? Nie chcę tego słuchać. Widzisz, to właśnie twój problem. Zamknij się. Cóż, z drugiej strony, nie wytrzymuję też dłużej bez alkoholu na co dzień. Ludzie tylko pogłębiają ten efekt. Matthew skuł się nieprawdopodobnie. Jak górskie jezioro w zimę. Ee, słabe. Nikt by się nie zaśmiał. W zasadzie nie pamiętał powrotu do domu. Ostatnie godziny to tylko przebłyski. Przypomniał sobie xanax. W zasadzie nie powinien go brać. Psychoterapeuta był w tej kwestii zdecydowany. Podobno to może tylko pogorszyć sprawę, ale Matthew miał co do tego inne zdanie. Nic tak dobrze nie pomagało mu na stany lękowe. Swoją drogą to niesamowite. Taka mała tabletka, a może tyle zmienić. 

Mężczyzna podniósł się z trudem do pozycji półsiedzącej. Zjadłbym coś. Ale nie mam siły się ruszać. Może to i lepiej. Nie powinienem się obżerać po nocy. I tak już jestem spasiony. Mimo wszystko podjął próbę wstania z kanapy, ta jednak okazała się nieskuteczna. Zamiast tego zaczął rozmyślać, jak mogłaby wyglądać impreza, gdyby był normalnym gościem. Bez fobii społecznej, bez autodestrukcyjnych skłonności i goryczy zżerającej go od środka. Bez problemów z alkoholem i psychotropami. Podszedłby wtedy do Meggy, która co dzień uśmiechała się do niego na planie. Powiedziałby jej, że zawsze mu się podobała. Może poznaliby się lepiej. Może powiedziałaby mu, że te uśmiechy nie były jedynie wyrazem jej miłego usposobienia, ale że miały być sygnałem, przeznaczonym tylko dla niego. Sygnałem, którego mimo niemal namacalnego uczucia w jej oczach, nigdy nie udało mu się poprawnie odczytać. W głowie zaczęły wirować mu szalone wizje, napędzane zmęczeniem, alkoholem i pigułkami. Widział siebie, uśmiechniętego, rozmawiającego z przyjaciółmi. Słyszał, jak ludzie śmiali się z jego żartu, a wśród nich… tak, to ona. Na jej drobnych ustach było jeszcze widać ślady niedawnego rozbawienia. Patrzyła wprost na niego, swymi błyszczącymi, niebieskimi oczami. Ruszyła ku niemu powoli, a ludzie wokół jakby nagle wyparowali. Gdy była już w zasięgu dotyku, zbliżyła się do jego twarzy i wyszeptała: 

  • Nie marnujmy więcej czasu. Ucieknijmy stąd. Kupmy wino. Schowajmy się w jakimś tanim motelu, gdzie nikt nas nie znajdzie. 

Skonsternowany Matthew stracił na moment orientację. Przecież dopiero co trafił na tę imprezę. Niemożliwe by już był tak pijany, żeby to sobie wymyślić. Nieważne, trzeba powiedzieć Meggy, że jest gotów rzucić dla niej wszystko. Podniósł wzrok, ale jej już nie było. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Impreza trwała w najlepsze, ludzie tańczyli, pili, w rogu śpiewał ktoś o znajomej twarzy i nieznajomym głosie. Tłum był dużo większy niż mu się wcześniej wydawało. Przez moment chciał stamtąd uciec byle dalej, ale nagle zdał sobie sprawę, że przecież jest młody, przystojny i bogaty. Nie musi uciekać, wręcz przeciwnie, powinien zostać i bawić się do rana. Niewiele myśląc wskoczył w tłum i dał się porwać muzyce. Z głośników leciał świeży numer Daft Punk, przywołując żywe wspomnienia młodości. Coś jednak było nie tak. To przecież było tak dawno. Nieważne. Nawet jeśli oszukuje sam siebie, musi skorzystać z okazji. Porwał za rękę pierwszą dziewczynę, którą zobaczył i ruszył z nią w dzikie tango. Przez tych kilka chwil, gdy nie mógł złapać oddechu, czuł się wolny. Świat wirował wokół niego i ogarnęło go przemożne uczucie ulgi. Nie zmarnował swojego życia, ma je całe przed sobą. Jeszcze zdąży znaleźć szczęście, które było tak nieuchwytne w tym drugim, odległym świecie. 

Nagle zdał sobie sprawę, że impreza ucichła, a on sam leży na zimnej posadzce. Czyżby przyjęcie się skończyło? Dlaczego jest sam? Czy wszyscy zapomnieli o nim i zostawili go tu na pastwę losu? Spojrzał na swoje dłonie. Nie widział ich dokładnie przez otaczający go mrok, ale mimo to wiedział jak teraz wyglądają. Przerażająca świadomość dopadła go jak nagły atak paniki. Nie jest młody. Nie był młody. Patrzy teraz przez mrok na ręce 50-letniego faceta, który zmarnował najlepsze lata swojego życia i jedyne co mu pozostało to skrywać gorycz pod maską sarkastycznego śmieszka, nie biorącego nic na poważnie. Rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu. Nie dostrzegł mebli ani żadnych sprzętów domowych, ale z całą pewnością nie był już na sali bankietowej. Leżał na podłodze swojej kuchni. Znał to miejsce bardzo dobrze, często tu przesiadywał. Jednocześnie jednak było w nim coś obcego, odległego. Przejmujący chłód ogarnął jego ciało. Wstrząsnął nim dreszcz. Musi się stąd wydostać. Uciec z tych ponurych odmętów. To na pewno tylko sen. Zaraz obudzi się w swoim łóżku, w swoim starym mieszkaniu, a w lustrze przywita go twarz 20-latka. Zacisnął mocno powieki. 

Gdy otworzył oczy, faktycznie znajdował się w innym miejscu, ale nie było to jego stare mieszkanie, ani nawet obecne. Znalazł się na obszernej sali rozpraw. Pierwsze co do niego dotarło, to że adwokat wykrzykiwał coś właśnie w jego kierunku. Siedział na miejscu oskarżonego. Na sali dostrzegł kilka znajomych twarzy z przeszłości, na wszystkich malował się zawód. Co się stało?  

  • Co się stało?! – wykrzyknął adwokat. – Może ty nam powiesz, co się działo w twojej głowie, kiedy za nic miałeś krzyki tych biednych ofiar? 
  • Ofiar? – wydukał Matthew. – Jakich ofiar? Ja nic… 
  • Nie bądź śmieszny! Jesteś oskarżony o kilkanaście gwałtów. 
  • Co? – zdumiał się i przeraził zarazem. – Ja nikogo nie… O czym ty mówisz? 
  • Ha! Paskudne łgarstwo! Nie wymigasz się, cwaniaczku. Mamy niezbite dowody. 

To mówiąc zbliżył się do niego pokazując mu ekran swojego iPhone’a. Widniał na nim artykuł z Facebooka, którego nagłówek brzmiał “Mroczne sekrety znanego komika”. Opatrzony był także zdjęciem zapłakanej, młodej dziewczyny, którą Matthew skądś znał, ale nie mógł sobie przypomnieć skąd. Miałem w życiu trochę dziwnych przygód, ale gwałt? Czemu ktoś próbuje mnie tak oczernić? 

  • Masz coś na swoją obronę, zwyrodnialcu? 
  • Ja… nie wiem o co chodzi. Nigdy czegoś takiego nie zrobiłem… 
  • Dobrze więc! Ławo przysięgłych, proszę przystąpić do liczenia głosów. 
  • Co? Jakich głosów? 
  • Żyjemy w kraju demokratycznym. Tu lud zdecyduje co z tobą zrobić. 

Matthew zaczął gorączkowo myśleć. Jak się uratować z tej beznadziejnej sytuacji? Przecież musi być jakieś wyjście. Nie mogą mnie tak po prostu skazać. Członkowie ławy pracowali niczym mrówki, każdy wpatrzony w telefon, zaznaczający coś na leżącym przed nim formularzu. Poczuł, jak ogarnia go panika. Co, jeśli ludzie zdecydują, że jest winny? Nie lubił swojego życia, ale więzienie? I to jako gwałciciel? W takim wypadku lżejszym wyjściem jest samobójstwo. Tylko jak? 

  • Mamy werdykt. – odezwał się któryś z ławników. 
  • Wspaniale! – wykrzyknął adwokat. – Proszę go odczytać. 
  • Liczbą 467 komentarzy, przeciwko 123 komentarzom, oskarżonego uznaje się winnym czynów, wymienionych w artykule źródłowym i skazuje na kastrację oraz 20 lat pozbawienia wolności. 

Matthew obudził się z krzykiem. Był zlany potem. Wciąż leżał na kanapie, w swoim dwupiętrowym domu w Los Angeles. Przez jakąś chwilę oddychał szybko i głęboko, jakby dopiero co wynurzył się z wody. Gdy nieco ochłonął i odzyskał świadomość, na jego ustach zagościł kwaśny uśmiech. Cóż, może nie jestem już młody, ale przynajmniej nie jestem gwałcicielem. Podniósł się z kanapy i zdał sobie sprawę, że jeszcze całkiem nie wytrzeźwiał. Spojrzał na zegarek. Była 4:27. Nie pamiętał, o której wrócił do domu, ale nie mógł spać dłużej niż 3 godziny. Ruszył do kuchni, żeby zrobić to, czego wcześniej nie był w stanie. Wyjął z lodówki mrożoną pizzę i wrzucił ją do piekarnika. Żeby jakoś zabić czas, czekając na jedzenie, nalał sobie do szklanki whisky. Usiadł na kafelkach, opierając się plecami o lodówkę, tak jak to zwykł robić, gdy czekał na jedzenie lub gdy miał gorszy dzień. Spróbował sobie przypomnieć, co takiego mu się śniło. Jak przez mgłę zobaczył oczami wyobraźni salę sądową. Jakie były poprzednie sny? Nie pamiętał. Przepadło bezpowrotnie. 

Krótki dzwonek obwieścił gotowość pizzy do spożycia. Matthew podniósł się ciężko i wypakował swój prowiant z piekarnika. Zgarnął jeszcze tylko ketchup z lodówki i wrócił na miejsce spoczynku. Wsuwając pierwszy kawałek chwycił pilota i odpalił telewizor. Miał nagrane wszystkie odcinki serialu, przy którym spędził lata swojego życia. Rola pierwszoplanowa w tej jednej produkcji ustawiła go finansowo do końca życia, on jednak nie myślał o tym często. Lubił za to wgapiać się w te wesołe twarze, które tak dobrze znał z czasów, gdy wszystko było prostsze. To wyłączało mu umysł. Odpalił więc losowy odcinek z wcześniejszych sezonów i powoli, acz nieubłaganie, na powrót zatapiał się w sen. Na stole leżał jeszcze kawałek niedojedzonej pizzy, a w jego ręku wciąż spoczywała półpełna szklanka J&B, gdy głowa opadła mu bezwładnie na ramię. Tym razem przeniósł się do dalekiej, ledwie zachowanej w odmętach pamięci, przeszłości. Stał na ganku domku letniskowego rodziców. Było lato, a przed nim rozpościerała się spokojna tafla jeziora, odbijająca promienie zachodzącego słońca. To był jeden z tych widoków, które trzeba było zobaczyć na własne oczy, by móc naprawdę docenić ich piękno. Jednak ta sceneria nie napawała go radością. Niosła bowiem ze sobą wspomnienia, które wolałby wyrzucić z pamięci. Więc stał tak, patrząc, ale nie widząc tego co ma przed oczami. Jego chłopięce rysy nie pasowały do pustki, która wypełniała jego serce. 

Zza jego pleców wychyliła się matka. Czuł na sobie jej oceniający wzrok. Nie odwracał się jednak. Nie chciał sobie przypomnieć wyrazu tych zimnych oczu. Modlił się, by dała mu spokój. Niech sobie patrzy, byle się tylko nie odzywała. Nie miał jednak tyle szczęścia. 

  • Nieważne w jakim towarzystwie się obracasz ani ile ci zapłacą za kolejny sezon. To wciąż będziesz tylko ty. Zawsze będziesz wiedział, że nie pasujesz. Gdziekolwiek nie pójdziesz, będziesz tym samym durnym beztalenciem, jakim się urodziłeś. Nie znajdziesz ucieczki przed samym sobą.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Create a free website or blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: