Kwiecień w krainie NBA

Witajcie w kolejnym wydaniu mojego małego miesięcznika! Jak pewnie da się zauważyć, poza nim o tematyce koszykarskiej piszę niewiele. Nie chcę się po raz kolejny tłumaczyć, ale tyle rzeczy ostatnio się dzieje, zwłaszcza w muzyce, że jak już się za coś zabieram to jakoś nie pada na NBA. Obiecuję naskrobać kilka artykułów na temat zawodników lub drużyn w offseason*, a tymczasem jedźmy z tymi playoffami! 

Bardzo chciałbym zacząć od bieżących wydarzeń, ale końcówka tego niesamowicie emocjonującego sezonu wymaga choćby krótkiego podsumowania. Tak jak w uprzednim tekście, zacznijmy od wschodu, który był w tym sezonie dużo spokojniejszy. Skład ósemki zgodnie z przewidywaniami się nie zmienił, jednak nastąpiła pewna rotacja w kolejności drużyn. Jest ona o tyle istotna, że może być wyznacznikiem zmiany warty w NBA. Philadelphia 76ers i jej utalentowana młodzież zakończyła sezon 16 zwycięstwami z rzędu i wskoczyła na 3 miejsce w tabeli, kosztem Clevland Cavaliers. Muszę powiedzieć, jestem w szoku. Nie przeszkodziła im nawet kontuzja oczodołu Joela Embiida, który jakiś miesiąc wcześniej wyprorokował Philly wygraną 50 meczów. Mało tego, rookie Markelle Fultz, który większość sezonu opuścił przez kontuzję łokcia, w ostatnim meczu zaliczył swoje pierwsze w karierze triple double! Jak mawia klasyk, force is strong with this one.

Joel Embiid says his new goal is 50 wins 

Zachód natomiast opisać można było dopiero po zakończeniu sezonu regularnego, bowiem do ostatniej kolejki nic nie było jasne. Zaczynając od góry tabeli, Portland swój szczyt formy złapało w marcu i niestety ich postawa w kwietniu bardzo mnie zawiodła. Dość powiedzieć, że na ostatniej prostej sezonu wylegitymowali się bilansem 5-5, który niemal spowodował utratę wypracowanego wcześniej 3 miejsca. Ich występ w playoffs był… ech, wrócę do tego za chwilę. Tak czy inaczej, tuż za nimi usadowiła się Oklahoma z identycznym bilansem co Utah i Nowy Orlean. Sick! Stawkę zamknęli, na całe szczęście, San Antonio Spurs oraz… Minnesota Timberwolves. W tym miejscu Panie i Panowie na chwilę się zatrzymam, bowiem wydarzyła się tutaj rzecz niezwykła. Ostatni mecz sezonu, decydujący o awansie, został rozegrany między dwójką głównych zainteresowanych. Rozgrzani do czerwoności Denver Nuggets, triumfatorzy ostatnich 6 spotkań, zmierzyli się z młodymi wilczkami z Minnesoty. Nawet autor najpopularniejszego koszykarskiego bloga w Polsce (shot-out Gwiazdy Basketu) pisał, że nie widział takiego pojedynku w całej swojej ponad 30-letniej karierze kibica. 

Widowisko nie zawiodło. Oba zespoły wyszły zmotywowane i walczyły do ostatniej kropli krwi. Mecz przedłużył się nawet o dogrywkę, z której ostatecznie zwycięsko wyszła Minnesota. Najważniejszymi zawodnikami meczu po stronie zwycięskiej byli rekonwalescent Jimmy Butler (31pts/5reb/5ast, 10/21 z gry), aspirujący do miana najlepszego centra w lidze Karl-Anthony Towns (26/14, 12/19 z gry) oraz były rookie of the year Andrew Wiggins (18/5/3, 3/5 za trzy). Po stronie przegranych natomiast świetny mecz rozegrali strzelcy Will Barton (24/8/5, 5/10 za trzy) i Jamal Murray (20/6/6) oraz oczywiście serbska sensacja Nikola Jokic (35/10/3, 14/25 z gry, 4/7 za trzy). Gratulacje dla obu drużyn! 

Niestety walka na śmierć i życie zakończyła się playoff’owym starciem z Houston Rockets, którzy szybko odprawili Minny do domu. Może z większą wszechstronnością defensywną, z lepszym systemem i ławką Wolves mogliby nawiązać walkę. A tak, pozostało im obejść się smakiem, bowiem seria zakończyła się wynikiem 4-1. Kolejną szybką, a właściwie najszybszą, serią na zachodzie było Portland Trailblazers vs New Orleans Pelicans. Damian Lillard i ekipa jednak nie namieszali, a Anthony Davis z kolegami zamknęli mi usta. Okazało się, że gdy nadeszła faza pucharowa weteran Rajon Rondo wspólnie z kolegą Jrue Holiday’em weszli na wyższy poziom i agresywną obroną ograniczyli backcourt* przeciwników do numerów grubo poniżej średniej. Dodatkowo były MVP ligi hiszpańskiej, Nikola Mirotic, odpalił w najlepszym momencie i wygląda obecnie jak najlepszy transfer tego sezonu (średnie z pierwszej rundy: 18/9.5/1.5 oraz 57% z gry i 46% za trzy). Zimnokrwisty Dame nie zagrał ani jednego dobrego meczu w tej serii. Rezultat? 4-0 i absolutny zawód. 

Pelicans chyba czuli, że mają coś do udowodnienia światu, bowiem żaden z ekspertów nie postawił na nich w tej serii. Widziałem taki wykres (nie mogę go znaleźć, więc musicie mi uwierzyć na słowo) na którym wszyscy bez wyjątku obstawiali Portland. Cóż, przynajmniej nie jestem jedynym, który się tak sromotnie pomylił. A skoro już jesteśmy przy zaskoczeniach, kolejnym dla wielu osób była pewnie przegrana Oklahomy City Thunder z Utah Jazz. Jednak system zawsze wygra z indywidualnościami, co? Muszę przyznać, że sam mając świadomość tego jak dobrze poukładaną drużyną są Jazz, spodziewałem się tutaj innego rezultatu. Russel Westbrook wspólnie z Paulem Georgem robili co mogli, ale ostatecznie udało im się wyrwać tylko dwa mecze. O Carmelo Anthonym nawet nie chce mi się pisać. Ten człowiek zamiast zarabiać 27 milionów za następny sezon powinien zakończyć karierę. Jest najgorszym obrońcą na placu, nie gra nic poza izolacjami, a że się starzeje to i to już nie wychodzi mu tak dobrze. W ostatnim artykule zrzuciłem winę na Westbrooka, chciałbym to teraz trochę skorygować. Tak, Russel jest jeźdźcem bez głowy, ale tak na dobrą sprawę nigdy nie miał trenera, który powiedziałby mu jak ma grać. Billy Donovan i jego asystenci są do wymiany. Starcie z Utah pokazało jak ogromna jest różnica między organizacją gry obu zespołów. Szkoda, tyle talentu w jednym zespole i wypad na ryby w pierwszej rundzie. Może przynajmniej PG13* nie narzeka… 

When she fishes too ❤

Szybki wyjazd zaliczyli też San Antonio Spurs, którzy nie byli w stanie postawić się maszynie do zdobywania punktów z Golden State. Pozbawieni Stepha Curry Warriors bez większego trudu odprawili SAS*. Jeden tylko mecz udało się wyrwać 40-letniemu weteranowi Manu Ginobiliemu na spółkę z LaMarcusem Aldridgem. Z przykrością też donoszę, że sytuacja Kawhi Leonarda nie jest tak prosta jak się początkowo wszystkim wydawało. Dwukrotny najlepszy obrońca NBA, który do tej pory był modelowym zawodnikiem San Antonio (spokojny, zdystansowany, zero afer na koncie) podobno jest już zdrowy i mógłby grać, ale… nie chce. Źródła zza oceanu donoszą, że ma miejsce konflikt na linii Leonard-Popovich*. Nie wiadomo czego ten konflikt dotyczy, jednakowoż jeśli Kawhi może grać, a zostawia swoją drużynę na barkach zajechanych weteranów to coś jest tu bardzo poważnie nie tak. Albo Leonard jednak nie jest takim fajnym gościem za jakiego go mieliśmy, albo to Greg zawinił. Ciężko uwierzyć w to drugie, ale w to pierwsze w zasadzie też, więc unikam jakichkolwiek ocen, dopóki wyjaśnienie nie ujrzy światła dziennego. 

pop&kawhi

Tymczasem przenieśmy się na wschód. Tu miejsce miały dwie 7-meczowe batalie i dwa względnie szybkie starcia. Do batalii zalicza się Boston Celtics vs Milwaukee Bucks. Jako fan Bostonu jestem więcej niż szczęśliwy, że cyrklowanie w pojedynek z nami odbiło się Bucks czkawką. Może nie wiecie, ale jako że dwóch najlepszych graczy Celtics zakończyło już sezon, Washington, Miami i Milwaukee, będące na końcu stawki, celowało w pojedynek z nimi. Zrozumiałe, ale krzywdzące dla dumy Bostonu. Zieloni byli więc zmotywowani, a gracze normalnie grający trzecie czy czwarte skrzypce stanęli na wysokości zadania. Świetną serię rozegrali drugoroczniak Jaylen Brown oraz weteran Al Horford, ale to Terry Rozier, będący na prywatnej krucjacie przeciwko Ericowi Bledsoe, był prawdziwym zaskoczeniem tej serii. Spieszę z wyjaśnieniem, po bodajże drugim meczu serii Eric zapytany o to czy bierze pojedynek z Terrym personalnie, odparł “nawet nie wiem kto to ku*wa jest”. Obczajcie sami: 

Who Is Terry Rozier?

Przy każdej najbliższej okazji był wygwizdywany przez bostońskich kibiców i ostatecznie udławił się swoimi słowami, bowiem grający zazwyczaj z ławki Terry rozegrał indywidualnie lepszą serię od niego, a Boston wyszedł ze starcia zwycięsko. Teraz zmierzą się z wypoczętą Philadelphią, więc łatwo nie będzie… Następną batalią, znów niespodziewanie (dużo tych zaskoczeń, prawda?) był matchup Clevland Cavaliers z Indianą Pacers. Waleczna Indiana podobnie jak Philly zaskoczyła wszystkich swoją dyspozycją w tym sezonie i była zaledwie o krok od historycznego wyrzucenia LeBrona z playoffs już w pierwszej rundzie. Fun fact: Indiana w całej serii rzuciła o 40 punktów więcej od Clevland. Niestety to wygrane mecze się liczą, więc póki co Cavs przechodzą dalej by zmierzyć się z liderami wschodniej tabeli – Toronto Raptors. 

Tymi szybkimi pojedynkami były Philadelphia 76ers vs Miami Heat oraz Toronto Raptors vs Washinton Wizards. Philly zamknęło temat w 5 meczach, z których jeden tylko wyciągnął dla swojej drużyny nieśmiertelny Dwyane Wade. Generalnie rzecz biorąc, seria bez historii. Toronto z kolei trochę się męczyło z talentami indywidualnymi Johna Walla i Bradleya Beala. Dwójka obrońców Waszyngtonu urwała dwa mecze, ale na więcej nie było ich stać. Na ich usprawiedliwienie powiem, że Wall dopiero co wrócił po kontuzji, która zabrała mu pół sezonu, a Beal będący w tym czasie pierwszą opcją zespołu ze stolicy był zwyczajnie zajechany sezonem. Panowie potrzebują nieco wsparcia. Nasz rodzynek w NBA, Marcin Gortat, niestety się starzeje i nie stanowi już o sile zespołu, nawet wliczając w stawkę jego doświadczenie. Lepszy system też by im się przydał, ale to samo można by powiedzieć o ¾ ligi. 

Na zakończenie znów mam dla Was ciekawostki. Najważniejsza z nich – Russell Westbrook po raz kolejny kończy sezon ze średnimi na poziomie triple double*! Tym samym stał się jedynym zawodnikiem, który dokonał tego dwukrotnie, a zarazem dwa sezony z rzędu. Na przestrzeni ostatnich meczów musiał się o to nieźle postarać, kilkakrotnie zbierając z tablic więcej piłek niż centrzy obu zespołów. Zabawne jest to, że tym razem przeszło to jakby bez echa. Wiadomo, kibice na całym świecie wiedzieli już, że jest do tego zdolny, ale wciąż… to przecież niesamowite osiągnięcie. Być może Russel czuje się teraz jak LeBron, który przyzwyczaił wszystkich do tak wysokiego poziomu i nikt już nie zwraca uwagi na numery jakie kręci, mimo że mógłby zgarniać statuetkę MVP co sezon od jakichś 10 lat. 

Drugą ciekawostką jest to, że zakończyła się jedna z najdłuższych serii w historii ligi NBA. Mianowicie, tegoroczne playoffs są pierwszymi od 1960 roku, w których nie występuje żaden zespół z Los Angeles ani Nowego Jorku. Każde z tych miast ma po dwa zespoły, z których przynajmniej jeden jest kojarzony z wielkimi legendami tego sportu. Cóż, może przyszły rok będzie dla nich bardziej łaskawy. A może w końcu spełni się przepowiednia papy LaVara i Lonzo Ball zaprowadzi Lakersów do playoffs? Nevermind. Bywajcie zdrowi i do zobaczenia za miesiąc! Peace. 

 

Słowniczek:

*offseason – przerwa między sezonami, innymi słowy wakacje w NBA.
*backcourt – zawodnicy na boisku są podzieleni na backcourt i froncourt. backcourt to obrońcy (rozgrywający i rzucający obrońca), natomiast frontcourt to wysocy (niski skrzydłowy, silny skrzydłowy i center).
*PG13 – Paul George (13 to jego numer na koszulce). fun fact: PG jest miłośnikiem rybactwa, stąd ta mała anegdotka.
*SAS – San Antonio Spurs
*Greg Popovich – trener San Antonio od 22 lat, podczas których San Antonio rokrocznie awansuje do playoffs (z wyłączeniem pierwszego sezonu).
*triple double – trzy spośród głównych statystyk wyrażone w postaci liczb dwucyfrowych. średnie Westbrooka za ten sezon wynoszą 25.4 pts/10.1 reb/10.3 ast.

P.S. Zdaję sobie sprawę, że z końcem miesiąca zostały rozegrane pierwsze mecze 2 rundy, ale wyciąganie wniosków po pierwszym meczu nie ma zbytnio sensu, dlatego pełne opisy kolejnych serii znajdą się w majowym podsumowaniu. Jeśli chcecie być na bieżąco to łapcie aktualną tablę z NBA.com:

Drabinka NBA Playoffs

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: