Infinity Countdown

Jestem fanatykiem komiksów. Od dziecka uwielbiałem kreskówki Spider-Man’a, X-Men’ów czy Justice League. Ilekroć dojrzałem w kiosku figurkę któregoś z bohaterów próbowałem namówić rodziców, żeby mi ją kupili. Wychowałem się na “Spider-Manie” z Tobey’m Maguire i pierwszych X-Men’ach, a gdy miałem 16 lat ogromne wrażenie wywarł na mnie “Mroczny Rycerz”, który po dziś dzień jest moim ulubionym komiksowym filmem. Nie jestem może jakimś znawcą, niestety nie miałem nigdy dostępu do prawdziwych komiksów, ale wielokrotnie zgłębiałem wiedzę w tym temacie ze wszelkich dostępnych źródeł internetowych. Te wszystkie lata kolekcjonowania doświadczeń, od kreskówek, przez gry, aż po wszystkie złe i dobre filmy, skumulowały się i ewoluowały dzięki “Avengers: Infinity War”. Wiecie już, że nie będzie to obiektywna recenzja, ale jeśli zostaniecie by przeczytać całość to może uda mi się Was przekonać do tego, że najnowszy film Marvela z przyjemnością obejrzeć może nie tylko ich zagorzały fan.

Zacznę od tego, że jestem przeciwny wojnie Marvel vs DC. Uważam, że oba wydawnictwa mają swoich godnych reprezentantów i jestem im wdzięczny za to co robią. Jednakże uniwersum Marvela ma nad uniwersum DC jedną, dużą przewagę. W trakcie kiedy ci drudzy byli skupieni na grach i wypuszczali świetnie Batmany (gorąco polecam “Arkham Knight’a”), ci pierwsi zainwestowali w rozwój swojego filmowego wszechświata. Obecne uniwersum zaczęło się od świetnego doboru aktora w Iron Manie z 2008 roku (wiele osób mówi, że Robert Downey Jr. po prostu jest Tony’m Starkiem). Przez 10 lat Marvel wyprodukował wiele filmów, były tam pozycje dobre i kiepskie, ale dbano o to by każda z głównych postaci miała solidny background i by produkcje można było ze sobą połączyć w przyszłości. Mimo iż nie przypadły mi do gustu kontynuacje Iron Mana, ani dwa pierwsze filmy o przygodach Thora i Kapitana Ameryki, to nie można im odmówić przemyślanego budowania swojego świata. Wieloletnie przygotowania zaowocowały powstaniem filmu, który nie tylko jest marzeniem każdego fana komiksów (w Infinity War pojawia się ponad 20 bohaterów), ale także nareszcie nie jest zwykłą bajką dla dzieci. To dzieło (bo tak właściwie powinno się to już nazywać) nie jest już na wskroś przewidywalną produkcją, która musi być zakończona happy endem. Mam szczerą nadzieję, że część druga tego nie zepsuje. Wydaje mi się, że Marvel wyciągnął wnioski i dorósł razem z dzieciakami takimi jak ja. Bardzo chciałbym się w tym przypadku nie pomylić.

Przechodząc do samego filmu, nieco już Wam zaspojlerowałem końcówkę, ale myślę że każdy kto w miarę ogarniał temat i tak wiedział że kolorowo nie będzie, szczególnie że “Infinity War” jest rozpisane na dwie części. Poza tym uwierzcie mi, nikt z Was i tak nie przewidzi tego co się wydarzy. Part I już od początkowej sceny wali w nas niczym Mjölnir, po czym nie schodzi z tonu. Każda sekwencja coś wnosi, po każdej z nich czeka się na kontynuację wątku jak po zakończeniu odcinku serialu. Jednocześnie film wciąż jest śmieszny, ale osiągnął moim zdaniem idealny balans dla widowiska o takim rozmachu, ponieważ postacie nie żartują w momentach, w których powodów do śmiechu nie ma. Niejednokrotnie także zostajemy zaskoczeni. Nie tylko sama końcówka jest czymś zupełnie niespodziewanym, ale już w trakcie trwania filmu kilka zwrotów akcji spowodowało u mnie szczerą konsternację. Mówiąc to wszystko, zupełnie nie jestem w stanie przewidzieć kontynuacji tej historii. Bez zbytniego wchodzenia w szczegóły nie jestem w stanie Wam tego uzasadnić, ale myślę że jeśli pójdziecie na “Infinity War” to Wasze odczucia będą podobne.

Skoro mamy z głowy skrócony opis moich odczuć, czas na najważniejsze – bohaterowie. Mówiłem już, że pojawi się ich ponad 20. Jak udało im się to pomieścić w 2,5h filmie? Przede wszystkim produkcja była podzielona na kilka wątków, a w każdym z nich udział brała przypadkowa ekipa heroes’ów, rzecz jasna zmieniająca się w trakcie filmu. Ponadto nie wszystkie znajome twarze z poprzednich filmów w części pierwszej wystąpiły. Nie powiem Wam które, ale zapewniam, że w części drugiej się pojawią. Z oczywistych względów nie opiszę Wam występu każdego z nich, ale mogę Wam powiedzieć, które podobały mi się najbardziej.

  1. Thanos. Byłem bardzo ciekawy jak Marvel Studios przedstawi głównego złoczyńcę i z wielką przyjemnością oznajmiam, że zrobili świetną robotę. Coś, co było do tej pory największym mankamentem ich filmów, stało się zaletą. Thanosowi poświęcono bardzo dużo czasu ekranowego, co zaowocowało przedstawieniem wizerunku postaci, która nie jest “po prostu zła”. Mad Titan ma głębię, potrafi czuć, a przede wszystkim jego czyny mają motyw, który może brzmieć jak kompletne szaleństwo, ale mimo to potrafimy go zrozumieć.
  1. Doktor Strange. Od tego gościa będą prawdopodobnie zależały losy całego wszechświata. Nie tylko dlatego że jest prawdopodobnie najpotężniejszym ze wszystkich super-bohaterów, ale również dlatego że będąc w posiadaniu jednego z kamieni mocy zrobił z niego dobry użytek, co może się przyczynić do przechylenia szali zwycięstwa na dobrą stronę.
  1. Thor. Jeden z moich najmniej ulubionych, głównych bohaterów tego uniwersum w tej części naprawdę zrobił różnicę. Sam “Thor: Ragnarok” był jednym z lepszych filmów wyprodukowanych ostatnio przez Marvela, ale wątek Księcia Piorunów w “Infinity War” był po prostu świetny, a jego zwieńczenie = poezja.

To moje subiektywne top 3, ciekawe wątki indywidualne mieli też Hulk i Iron Man, a mój ulubieniec Spider-Man także pokazał się z dobrej strony, będąc nie tylko zabawną ozdobą, ale też przydatnym członkiem zespołu. Przed samym zakończeniem chcę jeszcze tylko wspomnieć o tym, że efekty specjalne i charakteryzacje w tym filmie zasługują na Oscara. W kinie byłem z ziomkami, którzy zgodnie stwierdzili że ogląda się to jak Star Wars, ze względu na liczne, kosmiczne pejzaże które mieliśmy przyjemność oglądać. Cała produkcja ze względu na jakość i poziom emocji, które wywoływała, była najbardziej epickim widowiskiem jakie oglądałem w życiu. Po tych 2,5h byłem autentycznie wymęczony i przepraszam, że się powtarzam, ale końcówka zostawiła mnie w absolutnym szoku. Piszę te słowa dobę po obejrzeniu Infinity War, ponieważ wcześniej nie byłbym w stanie ubrać w słowa wszystkich odczuć i wniosków, które miałem.

Podsumowując, “Avengers: Infinity War”, to świetne kino akcji, pełne patetycznego nastroju, ale jednocześnie nie stroniące od charakterystycznego humoru. Towarzyszą temu niespodziewane zwroty fabularne i choć niektórzy nadal mogą powiedzieć że to bajka, przez niektóre kwestie wypowiadane przez nadmiernie emfatyczne postacie, dla mnie to więcej niż zwykła komiksowa produkcja. To już nie tylko spełnienie marzeń dziecka czekającego by zobaczyć swoich ulubieńców na dużym ekranie. To naprawdę dobry film, który mogę polecić każdemu, niezależnie od tego czy podobały mu się inne ekranizacje w tej tematyce. Choć rzecz jasna, lepiej będzie się oglądało, gdy pozna się historię wszystkich postaci… więc zachęcam Was do nadrobienia zaległości. Warto, chociażby dla tej jednej pozycji.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: