Kolejny Ostatni Jedi

Przyznam szczerze, że premiera “Ostatniego Jedi” była czymś na co czekałem z dużo większą niż zazwyczaj ciekawością. Po mocno przeciętnym przyjęciu “Przebudzenia Mocy” i kontrastowo, entuzjastycznie przyjętym początkiem nowej, pobocznej serii “Rogue One”, nie mogłem się doczekać w jaki sposób wytwórnia odpowie na głosy widzów. To co zobaczyłem na ekranie, było dokładnie tym czego się spodziewałem. Czy wyszło dobrze? I tak, i nie.

Zacznijmy od tego, że fala krytyki która wylała się na Disneya za powtórkę z rozrywki, którą zaserwowali odbiorcom w części VII, musiała się im porządnie dać we znaki. Krytyka, która w moim odczuciu nie była aż tak uzasadniona. Postawmy się bowiem na moment w ich sytuacji. Po dziesięciu latach przerwy przywracają uwielbianą na całym świecie, wielomilionową produkcję. Co nowego mogą stworzyć, jeśli nie chcą by widownia odwróciła się od nich, mówiąc że “to już nie to samo”? Czy tak naprawdę mają wybór w doborze motywów? Jednocześnie muszą także wypuścić film, który trafi do teraźniejszego odbiorcy. Mówię tu o dzieciakach, które nie mają sentymentu do Gwiezdnych Wojen i nie pójdą do kina tylko dlatego że to film ich dzieciństwa. Zrobili więc humorystyczną, młodszą wersję starej trylogii. Osobiście ich za to nie winię, jednak ten humor, razem z nieco banalnymi kwestiami sprawiają, że “to już nie to samo”.

Wracając jednak do “Ostatniego Jedi”, to tutaj dla odmiany bardzo starano się aby wszystko było inaczej. Dodano nieznane wcześniej możliwości wykorzystania mocy, pokazano miejsce z którego wywodził się zakon Jedi, a do tego właściwie na każdym kroku starano się zaskoczyć widza jakimś nieoczekiwanym zwrotem akcji. Miało to być swego rodzaju zadośćuczynienie. Pokazanie, że “my, Disney, potrafimy zrobić coś nowego”. Tylko czy to naprawdę było coś nowego? Oglądając ten film można odnieść wrażenie podobne do tego, gdy czyjaś twarz wydaje ci się znajoma, ale za nic nie możesz sobie przypomnieć skąd ją znasz. Żeby nie być gołosłownym, kilka przykładów. Nieco zbuntowany młody adept przylatuje na odległą planetę by pobierać nauki od wielkiego mistrza Jedi, po czym opuszcza ją przed ukończeniem szkolenia (Rey=Luke). Wewnętrzne rozterki młodego użytkownika mocy, który nie chce być zły, ale nie widzi innej drogi (Kylo Ren=Anakin). Konwersacja ciemnej i jasnej strony mocy, w której dobra postać przekonuje złą, iż tli się w niej jeszcze dobro (Rey i Kylo Ren=Luke i Lord Vader). Sokół milenium w najmniej oczekiwanym momencie przylatuje by uratować sytuację. Czy muszę wymieniać dalej?

Powiecie mi teraz, że plotę bzdury, ponieważ motywy Luke’a i Rey do opuszczenia wyspy były inne, a rozterki Anakina i Kylo Rena nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Oczywiście macie rację, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że pewne kwestie zostały tutaj zmienione na siłę, żeby nie być podobnymi do pierwowzoru, na którym bazują. To trochę tak jakby ktoś wrzucił Wam kurczaka zamiast wieprzowiny do burgera i mówił, że to inne danie. Jasne, smakuje trochę inaczej, ale to jednak nadal burger. Czy warto więc obejrzeć najnowszą odsłonę Gwiezdnych Wojen? Mimo wszystko tak. To nadal świetna rozrywka, okraszona genialnymi efektami specjalnymi, bazująca na może trochę już podstarzałych i powtarzalnych, ale dalej świetnych motywach.

Ja się nie zniechęciłem, a każdą część SW obejrzałem po kilka razy, więc mogę z czystym sumieniem nazwać się fanem. Jeśli jesteś nowy w świecie Gwiezdnych Wojen, część VII i VIII powinna być dla ciebie naprawdę dobrą rozrywką. Co do starych fanów, mam wrażenie, że najbardziej boli ich nie sama powtarzalność, ale zanik tego unikalnego klimatu, który miały części poprzednie. Niestety w tym miejscu muszę się z nimi zgodzić. Do pisania tego tekstu puściłem sobie losowy soundtrack ze Star Wars i słysząc melodię, która towarzyszyła wcześniejszym bohaterom, zdałem sobie sprawę, że to już zamknięty rozdział. Mimo iż muzykę do nowych części dalej robi John Williams, to fabuła jest już na tyle odrębna pod względem stylu prowadzenia opowieści, że nie czuje się już tego samego dreszczyku emocji co wcześniej.

Tak czy inaczej, zachęcam do obejrzenia filmu. Jeśli zanik klimatu to przeszkoda także z Waszego punktu widzenia, to polecam odrzucić nastawienie na kontynuację i przygotować się na coś nowego. Ja dałem “Ostatniemu Jedi” 7/10, tak jak części poprzedniej, a na następną odsłonę z pewnością też się wybiorę. Prawdopodobnie z jeszcze większą ciekawością niż poprzednio, ponieważ nie mam zupełnie pomysłu jakie zwieńczenie najnowszej trylogii mogą zaserwować nam twórcy. Tym bardziej, że powoli kończą im się schematy, które mogliby powielać.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

Blog at WordPress.com.

Up ↑

%d bloggers like this: